After the End: Forsaken Destiny – recenzja

Przyznam się szczerze, po raz pierwszy grałem w grę przygodową na telefonie.

Powód jest bardzo prosty, nie przekonywały mnie do siebie takie gry, a oprócz tego zdawałem sobie sprawę, że aby cokolwiek w tej grze osiągnąć to trzeba sporo czasu i cierpliwości. I pewnie nigdy bym się nie skusił na tą grę, ale poproszono nas o przygotowanie recenzji, także ten tego „nasz klient nasz pan” 🙂

Gra zapowiadała się bardzo obiecująco, poczytałem opinie, obejrzałem filmiki na YouTube no i wziąłem się za granie. Fabuła gry jest prosta, w After the End: Forsaken Destiny przemierzamy świat towarzysząc synowi i jego ojcu, ten drugi jest tylko duchem który przebył tą drogę kilkanaście lat wcześniej i służy nam pomocą w krytycznych sytuacjach. Sama akcja toczy się na postapokaliptycznej pustyni. Na początku chłopiec budzi się ze snu, a my mamy pomóc mu rozwiązywać zagadki i pokonywać przeciwników którzy czekają na naszej drodze. Odszukujemy coraz to nowe przedmioty, które umożliwią nam kontynuowanie podróży. Będą to najprzeróżniejsze dźwignie i przełączniki, stopnie, drabiny, ale też skrzynie z przydatnymi rzeczami oraz magiczne kamienie. Po drodze odszukujemy też „relikty starożytności„, które musimy zbierać. Plansze są dość skomplikowane, zalecam za każdym razem rozejrzeć się dokładnie na początku żeby niczego nie przegapić, zlokalizować wszystkie zadania i przeciwników. Fajnie, że nie zawsze pierwsza rzecz, jaką macie przed sobą na planszy jest tą, którą należy użyć najpierw. Dla przykładu wiele razy pierwszy przełącznik trzeba uruchomić jako któryś z kolei żeby wszystko poprawnie zadziałało, więc uruchamiacie wszystko inne, a dopiero potem wracacie na początek planszy. Tak, ta gra jest diabelnie skomplikowana, a każdy następny poziom wymaga od nas więcej pomysłowości i myślenia. A jakby tego było mało, to musimy jeszcze pokonywać przeciwników, np. stada dzikich kolczastych zwierząt lub duchy. Zawsze trzeba dokładnie badać każdy zakątek planszy, bo często są tam ukryte małe pokoje i wnęki, w których znajdujemy potrzebne przedmioty.

Powiem Wam jeszcze jedno, już na wstępie producenci zalecają nam użycie słuchawek i radzę się zastosować. Pomijam fajną, nastrojową muzykę, ale w grze jest sporo zagadek związanych z dźwiękami, oprócz tego będziemy mogli usłyszeć duchy, które skradają się za nami lub też toczące się kamienie, a dzięki temu zdążymy przed nimi uciec. Po raz pierwszy spotykam grę, w której używanie słuchawek jest mocno zalecane. Do dyspozycji w grze mamy aż dwadzieścia żyć, a w trakcie podróży zbieramy błękitne kamienie, których odpowiednia ilość zamienia się na kolejne szanse. Dopóki mamy życia, możemy rozpoczynać rozgrywkę w miejscu, w którym przed chwilą ponieśliśmy śmiertelną ranę.

Za grywalność od Niedźwiedzia 10 pazurków (na 10) 🙂

Od strony technicznej nie jest już tak różowo. Bardzo podoba mi się muzyka, która dodaje klimatu grze, fajne są też dźwięki jakie wydają mechanizmy, czy dźwignie i wszystko to razem słychać czysto i wyraźnie. Mankamentem natomiast jest grafika, na początku myślałem że tak jest tylko u mnie, ale okazuje się że sporo osób na to narzeka. Zdjęcia i filmiki reklamowe mają dużo lepszą jakość niż sama gra, wektorowa grafika nie jest najwyższych lotów i na mniejszych ekranach nie wszystko będzie dobrze widoczne.

Drugą rzeczą, która mi osobiście się nie spodobała, to sterowanie. Może dlatego, że jak wspominałem, to pierwsze moje spotkanie z grą tego typu, ale jakoś opornie mi szło przyzwyczajenie się do sposobu manipulowania naszym bohaterem i rozglądania się. Aczkolwiek to są tylko technikalia, które bez trudu można poprawić. Jednak jak ktoś się przyzwyczai, to nie będzie mu to przeszkadzać. Gra wciąga i to bardzo mocno, jest świetnym pożeraczem czasu, więc radzę podczas rozgrywki zerkać na zegarek, bo możecie się zdziwić.

Gra jest dostępna w wersji na Androida i iOS.

Reasumując, świetna gra dla tych co lubią pokombinować i logicznie pomyśleć. Należy się zasłużona Niedźwiedzia Rekomendacja 🙂

 

Grę otrzymaliśmy od Natalii z Marchsreiter za co serdecznie dziękujemy.

Zoisyte

Maniak filmowy i mól książkowy. Urodzony optymista. Pisze dla samego pisania, bo i tak tego nikt nie czyta. Mógłby być ojcem większości redaktorów w GS, więc czeka już na emeryturę. Wskutek wieku paskudnie złośliwy.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij