Kto nie słyszał o Diunie?

Recenzję tą kieruję raczej do młodszego pokolenia, bo dla mojego książka ta była kultową i obowiązkową pozycją w szkole średniej.

Ale zacznijmy od początku…

Nietypowo, bo najpierw opowiem Wam o książce, która ukazała się w 1965 roku, dokładnie, tak dawno temu. Frank Herbert zachęcony olbrzymim sukcesem „Diuny” postanowił napisać dalszy ciąg, który otrzymał całościową nazwę Kroniki Diuny. W 1985 roku wydana została szósta księga „Diuna:Kapitularz„, niestety rok później autor zmarł i wydawałoby się, że Kroniki nie otrzymają zakończenia. Na szczęście jego syn Brian Herbert oraz Kevin J. Anderson (też świetny pisarz SciFi) postanowili razem, na podstawie notatek pozostawionych przez Franka dokończyć losy bohaterów Kronik. Zatem cykl składa się z ośmiu ksiąg:

  1. Diuna
  2. Mesjasz Diuny
  3. Dzieci Diuny
  4. Bóg Imperator Diuny
  5. Heretycy Diuny
  6. Diuna:Kapitularz
  7. Łowcy Diuny
  8. Czerwie Diuny

No to teraz o samej książce.

Od razu ostrzegam, nie jest to lektura lekka i łatwa, mnie też za pierwszym razem (a ten pierwszy raz czytałem ją mając 14 lat) nie szło łatwo z pierwszym tomem. W końcu wciągnąłem się w klimat i wsiąkłem na dobre, cały cykl przeczytałem jakieś 10-11 razy i czasem lubię do niego wracać. A to dlatego, że Frank Herbert stworzył coś wyjątkowego, coś czego nawet nie można porównać z żadną inną książką. Liczne próby ekranizacji (genialna „Diuna” Davida Lyncha z 1984 roku), gry komputerowe czy też opowiadania innych autorów podkreślają niezwykłość Uniwersum Diuny. Choć powieść ma już swoje lata, to w przeciwieństwie do innych wiodących dzieł s-f w ogóle się nie zestarzała. Uniwersum, które wykreował Frank Herbert jest tak oryginalne, że postęp nauki i wyobrażenie kosmosu (które ewoluuje w naszych głowach ostatnio dość mocno), wszechświata i możliwości ludzkiego gatunku nie są w stanie naruszyć go ani trochę. Brak mu infantylności książek SciFi, które uciekają w nieokreśloną, absolutnie bzdurną przyszłość, a zarazem unika pułapki jaką jest błędna diagnoza kierunków rozwoju nauki i techniki. Pułapki, która połyka coraz to nowe dzieła literatury fantastyczno-naukowej uznawane dotąd za doskonałe.

Opowieść zaczyna się w bardzo dalekiej przyszłości. Arrakis, zwana Diuną, to planeta będąca jedynym we wszechświecie źródłem melanżu, substancji przedłużającej życie, umożliwiającej odbywanie podróży kosmicznych i przewidywanie przyszłości. Planetą rządzą okrutni Harkonenowie, ale na rozkaz Padyszacha Imperatora Szaddama IV muszą oddać swoje największe źródło dochodów, rodowi Atrydów, swoim największym wrogom. Poznajemy księcia Leto Atrydę, który cieszy się z przejęcia najważniejszej planety we wszechświecie, nie wie jednak, że to wszystko było ukartowane, Harkonenowie dogadali się z Imperatorem chcąc na zawsze pozbyć się znienawidzonych Atrydów. Leto ma syna – Paula, który jak się okazuje, jest końcowym (no prawie) ogniwem planu eugenicznego żeńskiego zakonu Bene Gesserit, jednej z głównych sił rządzących w Imperium. I to właśnie Paul jest głównym bohaterem pierwszej części sagi, staje do walki o imperialny tron, mając u swego boku rdzennych mieszkańców Diuny – Fremenów, oraz niezwykłe bestie zamieszkujące planetę – Czerwie.

Więcej nie napiszę, żeby mnie hejterzy nie atakowali, że spojleruję.

Frank Herbert przedstawił swoje Uniwersum w sposób niezwykle plastyczny i tak spójny, iż momentami wydaje się bardziej rzeczywiste, niż te w którym żyjemy. Wszystkie postacie, ich psychika, realia walki i polityki, wiary i historii, są odmalowane z niedoścignionym mistrzostwem i podkreślone pięknym słownictwem tworzącym całość stylu i epoki. Niezwykle plastycznie przedstawione są knowania i mechanizmy władzy. Z każdą stroną akcja nabiera coraz większego tempa i nie zorientujecie się kiedy Was całkiem pochłonie. A przed Waszymi oczami przewinie się  kilkadziesiąt bardzo ciekawych postaci oraz tysiące faktów z historii planety oraz wszechświata. Można by się pogubić w ogromie tych wydarzeń, na szczęście do książki dołączona jest bardzo praktyczna mini-encyklopedia.

Z tego co ostatnio wyczytałem, kolejna ekipa chce się zmierzyć z legendarną książką i nakręcić film (filmy?), jestem bardzo ciekaw co z tego wyjdzie. Nie ukrywam, że bardzo chciałbym żeby powstał serial na bazie Kronik, prawdopodobnie mógłby być to najlepszy serial SciFi w historii kina.

Gorąco namawiam do lektury i czekam na Wasze opinie i komentarze.

 

Zoisyte

Maniak filmowy i mól książkowy. Urodzony optymista. Pisze dla samego pisania, bo i tak tego nikt nie czyta. Mógłby być ojcem większości redaktorów w GS, więc czeka już na emeryturę. Wskutek wieku paskudnie złośliwy.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij