Last Friday Night

[Odcinek powstał na podstawie wpisów konkursowych na Waszą wersję Redakcyjnego Backstage.]

Prezydent Pleśnior odwrócił się do swojego naczelnego dowódcy sił zbrojnych.
– Operację czas zacząć, dajmy im czas pobalować, a gdy zmęczeni będą chcieli odpocząć – uderzymy – powiedział
– Taki genialny plan Panie Prezydencie, że aż bym sam na niego nie wpadł – odrzekł dowódca
– Jest tylko jeden problem – dodał po chwili – szpiedzy donoszą że lud chce cię obalić wielką rewolucją
– Naprawdę? – zaciekawił się Prezydent
– Głoszą hasła „Przeproście i Spieprzajcie”, chcą wybrać jakiegoś małego Pleśniaczyńskiego na Pana miejsce – kontynuował marszałek.
– Mówią o „Dobrej Zmianie” – dodał jeszcze
Prezydent się zamyślił, widać że nowe wiadomości wpłynęły na niego demotywująco.
– Jak moje wojsko? Możemy na nich liczyć? – zapytał swojego podwładnego
– No właśnie tu mamy problem, jeden z generałów wszczął bunt przeciw Panu – padła odpowiedź
– Który?
– Pleśniacierewicz. Gada coś o zamachu i brzozie, nikt nie wie o co mu chodzi, ale ludzie za nim idą – odparł Pleśniakowski.
– Może pora ustąpić, może rzucę to wszystko i wyjadę w Bieszczady? – smutnym głosem odrzekł Prezydent
– Ni dudu, Panie Prezydencie. Chcą Pana głowy – odparł marszałek
Jakby na potwierdzenie słów marszałka, w oddali rozległy się strzały i do rozmawiających dotarł huk granatów. Marszałek zerwał się z fotela i podbiegł do okna, przez drzwi wpadł do gabinetu adiutant marszałka, w czerwonym stroju bojowym.
– Panie Prezydencie, idą po Pana – rzucił – proszę uciekać, powstrzymamy ich.
Marszałek wydobył ze skrytki obok biurka dwa karabiny, podał jeden Prezydentowi, sam przeładował drugi patrząc na swojego przywódcę błagalnym wzrokiem.
– Proszę uciekać, Panie Prezydencie.
Prezydent odbezpieczył podaną broń i ruszył w kierunku tunelu ewakuacyjnego. Zanim zdążył zniknąć w tunelu, krzyknął do swojego dowódcy:
– Tak łatwo się nie poddam, mam jeszcze coś do zrobienia.
W odpowiedzi usłyszał tylko hasło bojowe jednostek specjalnych
– MAXIMUM EFFORT

***

Tymczasem w siedzibie redakcji…
Zoisyte i jego syn sklejają modele Abramsów. Nienawiść tego pierwszego do tego modelu czołgu przekłada się na pieczołowitość z jaką sklejał ich gąsienice, ostro przy tym przeklinając. Jednakże, ten tekst mogą czytać dorośli, dlatego pomijamy wszelkie zbereźności. Młody
dorównywał nienawiścią do niewinnych czołgów swojemu ojcowi, a ponieważ od nienawiści do miłości jeden krok (albo jakoś tak), w efekcie powstały przepiękne okazy, nie zasługujące na spalenie.
Ich los miał być o wiele gorszy…

Później w redakcji…
Trwa wielka impreza urodzinowa, na której zjawiło się sporo zaproszonych gości. Byli zaprzyjaźnieni streamerzy komentujący każdą swoją czynność (przyzwyczaili się do tego, że zawsze ktoś ich słucha), gracze z najróżniejszych klanów, starający się pokazać pozostałym kto
jest najlepszy, oczywiście pojawili się też wielcy sojusznicy redakcji: Król Grzegorz i Lord ZeBerliett, który przyprowadził swoje miniony, z wielką miłością w oczach obserwujące każdy krok swojego idola.
Jedną z głównych atrakcji przyjęcia było strzelanie do sklejonych przez Zoi’ego i jego syna modeli Abramsów.
Na imprezie dla dorosłych pojawił się, o dziwo, Zoi Junior.
– A jak on się to tak w ogóle znalazł? – zapytał Voolf.
– Jest wysoki i chudy, więc schował się za ZeBerlittem – odpowiedział Zoi.
– A to skubaniec, wyczuwam w nim ciemną stronę – odrzekł ZeBerliett, przyglądając się z zaciekawieniem młodzieńcowi.
Młody zawzięcie strzelał do swojego modelu, jednak jego Abrams miał tylko jeden ślad po kuli, a reszta pocisków utkwiła w osłonie ustawionej za modelami. Jeden pocisk trafił nawet w sąsiedni model, będący celem Wujka.
– No, cel Młody to ty masz niczym ślepy Janusz, który ma sparaliżowaną rękę w gipsie – rzekł król Grzegorz
– Przywódca mi tak nie schlebia, bo się zawstydzę – odrzekł, czerwieniąc się, młody – A ostatni odcinek Przywódcy ze Stalkera na YT to mistrzostwo – dodał.
– To co? Po maluchu – rzucił ktoś z sali.
– Młody to może co najwyżej tylko Frugo – rzucił Zoi.
– No to toast za redakcję – Luk jak zwykle, pełnił rolę gospodarza.
– Za redakcję – odkrzyknęli wszyscy zgromadzeni.
Wypili, zakąsili, łyknęli na drugą nóżkę dla równowagi, potem trzeciego, wszak jest Trójca Przenajświętsza, potem czwartego na każdą ludzką kończynę i piątego, od liczby palców u dłoni. I impreza potoczyła się dalej. Po wielu toastach i wielkiej masie
oddanych strzałów, Abramsy wyglądały dokładnie jak w Zoisytowych snach. Były kupkami tlącego się złomu, podziurawione i zniekształcone. Poza jednym, który z tego pogromu ocalał. Zniecierpliwiony Zoi odebrał młodemu karabin, przestawił ogień na ciągły i jedną serią przeciął
niedobitka na pół.
– Die, bitch – rzucił
– Pora na wyniki naszych zawodów strzeleckich – wygłosił całkiem trzeźwo Dedu.
Zaczął zliczać punkty, po chwili ogłaszając:
– A zwycięzcą jest Wujek. W nagrodę pozwolimy Ci postrzelać do plakatów Saileriego.
– Koniec hińzgich bajeg – rzucił uradowany zwycięzca przeładowując swoją broń.
– Nooooooooooooooo – krzyknął Sai głosem Dartha Vadera i zasłonił swoim ciałem wiszące na ścianie skarby.
– Maj preszies, nie dostaniesz ich!!!
– Żartowałem – rzucił Wujek – Dasz mi tylko miejsce na plakat Lorda Gabena.
– Wygrałeś, powieś go sobie – odparł z ulgą w głosie Saileri.
– Cóż za ironia – filozoficznie rzucił Luk – Wujek powiesi Gabena. A przecież tak go uwielbia…
– Dobra panowie, impreza jest fajna ale musimy z młodym już lecieć – powiedział w końcu Zoi.
– No w sumie ja też – dodał Król Grzegorz – Hajsy same z jutubów nie przylecą.
– Muszę dzisiaj położyć spać Madzię – rzucił Voolf – też się zbieram.
I nagle wszyscy zaczęli mówić to samo i wychodzić dziękując za legendarną imprezę. Po pewnym czasie został tylko Luk i Ded, którzy przyglądali się zniszczonym modelom czołgów. Ded spojrzał na Naczelnego i z uśmiechem rzekł:
– Zoi ma rację, tak wyglądają lepiej…

I nikt nie zauważył, że zniknęła gdzieś cała paczka kleju modelarskiego…

Zoisyte

Maniak filmowy i mól książkowy. Urodzony optymista. Pisze dla samego pisania, bo i tak tego nikt nie czyta. Mógłby być ojcem większości redaktorów w GS, więc czeka już na emeryturę. Wskutek wieku paskudnie złośliwy.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij