Naczelny może być tylko jeden!

Padał deszcz. Widocznie nie miał nic innego do roboty, to padał.
Taki typowy, letni, nie za obfity, ciepły, duże krople.
Nie było powodów do narzekań na deszcz, no to sobie padał.

[space size=”1″]

Zwyczajny park, dużo drzew, alejki z ławkami, na których zazwyczaj przesiadywali ludzie. Tym razem jednak wszyscy obecni, nie wiedzieć czemu, postanowili nagle go opuścić. W jego centrum znajdował się okrągły plac, na którego środku stała fontanna, taka ładna z Amorkiem, który siusiał do wody. Jednym się podobała, u innych wywoływała zniesmaczenie, ale tych drugich nikt nigdy nie rozumiał. Ale nie o fontannie miało tu być.

Po przeciwległych stronach placu stało dwóch mężczyzn. Obaj wysocy, waga ciężka. Bardzo ciężka. Jeden ubrany całkowicie na czarno, czarne spodnie, czarna koszulka z wizerunkiem watahy. Dziwnym trafem, pomimo padającego deszczu był suchy. Deszcz chyba się go bał, więc go nie zaczepiał. Drugi z nich, ubrany był w niebieskie jeansy i zieloną koszulkę z napisem „pier***, nie robię”. Nosił okulary.

– Zaczynaj, goście mają pierwszeństwo – rzucił do przeciwnika.
– Panie przodem puszczam – odszczeknął się ten drugi.
– O żesz Ty…

Obaj zacisnęli pięści, powietrze wokół dziwnie zgęstniało, widać grawitacja wzięła sobie wolne, krople deszczu znieruchomiały w powietrzu. Uciekający ludzie zwiększyli tempo, widocznie wyczuli tą zmianę w otoczeniu. Coś się działo. Wokół dwóch mężczyzn pojawiły się wyładowania elektryczne, rozległy się suche trzaski, które towarzyszą przeskakującym ładunkom elektrycznym. Ubrany na czarno złożył ręce razem, cofnął je do boku, jakby trzymał w nich piłkę futbolową. Między jego dłońmi pojawiła się kula czerwonej energii, która szybko zaczęła rosnąć.
Ten drugi też nie stał nieruchomo, złożył dłonie razem i cofnął je w kierunku brzucha. Krople deszczu wiszące wokół niego zaczęły parować, a trawa pod nogami tlić.

Kame-hame-ha – rzucił ten czarny, wyrzucając z rąk potężną jaskrawoczerwoną kulę.
Hadouken – z rąk tego drugiego wypadła jasnozielona fala plazmy.

Obie projekcje energii spotkały się na środku placu, na fontannie. Nastąpiła potężna eksplozja, która powaliła drzewa w promieniu kilkunastu metrów. Fontanna postanowiła sprawdzić czy nie ma jej na Księżycu, zostawiając po sobie metrowej głębokości lej.

– Nieźle – rzucił czarny.
– No co, trenowałem – odparował drugi.

Obaj wybuchnęli gromkim śmiechem, na dźwięk którego psy w całym mieście zaczęły szczekać.

[space size=”2″]

*** W innym punkcie miasta. ***

[space size=”1″]

Duży, niebieski SUV ze stajni Hyundaia poruszał się bardzo szybko, na pewno przekroczył dozwoloną prędkość i to minimum trzykrotnie. Wyprzedzał inne pojazdy z gracją baletnicy, dwutonowej baletnicy. Za kierownicą siedział Zoi, skupiony do granic możliwości prowadził pojazd, usiłując nie dopuścić do wypadku, czy też nie zabić jakiegoś nieostrożnego przechodnia, który mógłby się znaleźć na drodze pędzącej maszyny. Obok siedział Pasza, rozglądał się bacznie dookoła i rozmawiał przez komórkę.

Ded, widzisz coś? – krzyknął do słuchawki.

Odpowiedź chyba go nie zadowoliła, bo ostro zaklął.

– Ku***, jest niedobrze. Nie możemy ich znaleźć – rzucił.
– Trzeba ewakuować miasto – rzucił siedzący na tylnym fotelu Wujek.
– Za późno, musimy ich znaleźć i unieszkodliwić – odparł siedzący obok Wujka, Sai.

Obaj trzymali w rękach strzelby, takie jakich używa się do usypiania niebezpiecznych zwierząt. Dużych zwierząt. I z całą pewnością były załadowane. Samochód wciąż pędził ulicami.

Ded jechał na motocyklu, jego Honda Fireblade przemykała między samochodami niczym rozpędzona kula armatnia. Jednocześnie prowadził ożywioną konwersację z Paszą.

– Pojadę bardziej na południe, sprawdzę okolice parku, tam znaleźliśmy ich ostatnio – rzucił do mikrofonu w kasku.
Na najbliższym skrzyżowaniu skręcił w prawo, dobrze znał miasto, wiedział jak omijać poranne korki w tak dużym mieście. Kilka przecznic, parę wystraszonych kotów, jedna staruszka z zawałem, którą w pełnym pędzie wyminął na przejściu dla pieszych. Będzie miała o czym opowiadać wnukom – pomyślał. Dotarł do parkingu, który znajdował się w sąsiedztwie parku i bez zastanowienia zjechał po schodach, które prowadziły do tego drugiego. Przeczucie go nie myliło, zobaczył ostatnich uciekających i już wiedział, że coś tu się właśnie wydarzyło. Zatrzymał się, zgasił silnik, zsiadł z motoru.
Zanim zdjął kask, krzyknął tylko do mikrofonu:
– Znalazłem ich, są tutaj

i ruszył w stronę centrum parku.

[space size=”1″]

Tymczasem, pojedynek trwał nadal.
Przeciwnicy przeszli do konfrontacji bezpośredniej, okładając się seriami ciosów, tak szybkich że postronny obserwator nawet by ich nie zauważył. Pojedynek trwał, żaden z walczących nie uzyskiwał widocznej przewagi. W pewnym momencie ten w okularach złapał wyciągniętą pięść przeciwnika czterema palcami ręki, unosząc mały palec pionowo do góry.

Wuxi Finger Hold? Nie odważysz się – odrzekł zdziwiony oponent.
Skadoosh – krzyknął ten drugi, opuszczając w dół mały palec.

Fala złocistej energii przemknęła po całym mieście, w ślad za nią pojawił się silny podmuch wiatru. Ded zdążył się schować, a samochodem Zoi’a zakołysało mocno. Na szczęście zdążył już zaparkować w pobliżu parku.

– Niedobrze, bardzo niedobrze – krzyknął Pasza.
– Biegiem – zakomenderował Zoi.

Wszyscy rzucili się pędem w kierunku centrum parku, po drodze dołączył do nich Ded.
W środku parku, w ogromnym leju jak po wielkiej bombie, stał odziany na czarno mężczyzna, no może nie całkiem odziany, bo z jego koszulki zostały tylko strzępy.

– Moja ulubiona koszulka, no teraz to mnie wkur*** – kipiał złością.
– Musiałem spróbować – złośliwym głosem odpowiedział ten drugi.

I pojedynek potoczył się dalej, energia ciosów co raz wywoływała eksplozje i wstrząsy, obaj przeciwnicy zajęci absolutnie sobą nie zauważyli zbliżających się ku nim postaci. Sai i Wujek, jak zsynchronizowane razem mechanizmy, zatrzymali się, przyklękli i wycelowali strzelby w kierunku walczących. Obok nich przystanął DedPasza i Zoi biegli dalej.

– Ja biorę Luka, ty bierz Wilka – szepnął Sai.
– Poczekajcie na sygnał – z oddali rzucił Zoi.

Pasza wbiegł na małe wzniesienie, zatrzymał się, wbił nogi w ziemię i uniósł ręce do góry. Następnie rozłożył je szeroko.

ENDLESS SILENCE! – krzyknął potężnym głosem.

Wachlarz jasnego światła wystrzelił w stronę walczących, powalił ich na ziemię i ogłuszył. Siła uderzenia była tak wielka, że wyrzuciła stojącego najbliżej Zoi’a na kilka metrów w dal. Jego wysportowane ciało spadło pod nogami przyczajonych w krzakach snajperów. Kontakt z ziemią musiał być bolesny, gdyż dało się słyszeć potężny jęk. Wzrok towarzysza powoli stawał się mętny, a z nosa popłynęła krew.
Ostatkiem sił wyszeptał jeszcze:

Ognia!

Obaj snajperzy wystrzelili, a usypiające strzałki dosięgły celów w tym samym momencie.
Zaniepokojeni towarzysze natychmiast zebrali się wokół nieprzytomnego przyjaciela. Ręce Zoi’a drżały, a ciało przeszywał chłód.
– Wezwijcie natychmiast pomoc – zarządził Ded.
Jednak wiedzieli, że jest już za późno…

[space size=”2″]

***Później, w redakcji… ***

[space size=”1″]

Izopka, Po1nter Bzik, całe popołudnie biegali z neutralizatorami po mieście. Chyba im się udało, nikt nic nie pamięta – powiedział Ded, odkładając telefon komórkowy.

Właśnie skończył zbierać informację od zespołów, które zajęły się „robieniem porządków”.

Spichris skontaktował się ze stacjami telewizyjnymi i przekonał ich, że w parku spadł meteoryt – dodał Sai.
– Ty, jak on to zrobił? – spytał zaciekawiony Wujek.
– Ma swoje metody, lepiej nie pytaj – odparł Sai.
– A co z tamtymi? – Pasza wskazał dwa duże, powiązane i zakneblowane tobołki.
– Na razie będą spać, w strzałkach była dawka policzona dla słoni – odpowiedział Ded.

Świat znów był bezpieczny…

[space size=”1″]

Ku pamięci Zoi’a, który nie bał się narzekać na Armored Warfare – dziękujemy za współpracę!

Voolf

Redaktor Naczelny i grafik w GameStone.pl, fotograf z zawodu, "pan od fikołków" z wykształcenia. Za sprawą posiadania dwóch teściowych traktuje wszystko z przymrużeniem oka. Specjalista od spraw beznadziejnych.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij