Nie płacz kiedy odjadę.

Voolf wracając z zakupów zastał niecodzienny widok. Na środku pokoju siedzieli Luk z Sebastorem i płakali jak bobry. Nad nimi zaś stał bezradny Wujek, podejmujący niemrawe próby uspokojenia zrozpaczonych kolegów. Dziwne zachowanie Luka było normą, Voolf zdziwiłby się gdyby ten zachowywał się normalnie. Natomiast załamany Seba stanowił dla niego nie lada zagadkę.

– Wiesz o co chodzi? – zapytał Voolf, starając się przekrzyczeń dwie syreny alarmowe tkwiące na samym środku pomieszczenia.

– Przeczytali, że im artę usuną – odpowiedział Wujek, a tymczasem źródło zamieszania rozpłakało się jeszcze bardziej na dźwięk słowa „arta”.

– Buuu! Jak to tak! Czym ja teraz będę grał – kwilił Sebastor.

– Ja się chyba zabiję – wtórował mu Luk. – Na śmierć!

KTOŚ MNIE WOŁAŁ?

Grobowy głos chwilowo wyrwał Luka z transu.

– Mówiłem, idź sobie. To metafora taka!

DOBRZE. JA MAM CZAS. DUŻO CZASU.

Wilkowi nie podobało mu się, że najaktywniejszy redaktor mu się rozkleił. No, i Luk przy okazji też, ale to mniejsza strata.

– Chłopaki, spokojnie, nie usuwają tylko modyfikują.

– Ale stanie się niegrywalna! – ryknął Luk.

– Chcesz czekoladę? – Voolf sięgnął do reklamówki z zakupami i wyjął stamtąd smakołyk. Natężenie kakofonii zmalało o połowę, ponieważ Luk, zbyt skupiony na skomplikowanym zadaniu rozwinięcia sreberka, zapomniał że ma płakać. Jeden problem z głowy.

– Seba… no weźże… zobacz, mam tutaj farbki – Sebastor ucichł i zwrócił swą zapłakaną twarz w stronę Naczelnika.

– Chodź, pomalujemy twój hełm. Mam dużo niebieskiej, kupiłem podwójnie. I będziesz mógł na nim namalować co chcesz, nawet te twoje chińskie bajki, które lubisz – uspokajał Wilk.

– Chińzgie bajgi… – mruknął pod nosem niezadowolony Wujek, ale szybko przerwał, gdy napotkał piorunujący wzrok Wilka.

Godzinę później, życie w redakcji powróciło do jako takiej normalności. Luk, umazany czekoladą chrapał w najlepsze. Zawsze można go było uspokoić czekoladą, albo piwem. Ale czekolady schodziło znacznie mniej. Sebastor natomiast przygryzł język i w skupieniu ozdabiał swój błękitny hełm Peacekeepera rozmaitymi rysunkami.

– Jak ty to zrobiłeś? – zapytał Wujek.

– Przecież to proste – zaśmiał się Voolf. – Mam córeczkę.

luk_zloty

Zajmuje się pisaniem artykułów gdy ma na to ochotę, czyli bardzo rzadko. Poza tym jest tłumaczem j. angielskiego, choć nie odróżnia "past continous" od "present perfect" oraz tłumaczem j. rosyjskiego, ponieważ uczył się go przez jeden semestr na studiach. Redakcyjny błazen.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij