Nowe porządki

Naczelny leżał rozwalony na fotelu i leniwie rzucał rzutkami w ścianę. Sherlock Holmes w chwilach nudy strzelał z rewolweru, jednak Luk nie dysponując pozwoleniem na broń musiał zadowolić się czymś innym. Skrzywił się, gdy kolejna rzutka odbiła się od ściany i wylądowała na biurku Wujka.Uzbierał się tam już mały stosik i Naczelny niechętnie myslał o tym, że będzie musiał wstać i je pozbierać, by móc rzucać dalej. Westchnął. Co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro, powiedział w duchu i postanowił się zdrzemnąć. Jednak gdy już zasypiał, trzasnęły drzwi i do pomieszczenia wszedł Voolf taszczący jakieś pudło.

– Przyniosłeś ciastka? Daj trochę!
– Ty żarłoku, łatwiej ciebie przeskoczyć niż obejść, a przecież masz prawie dwa metry wzrostu!
– Mam grube kości!
– Grubą dupę! Ruszaj się, wieczorem robimy zebranie. Będzie Pasza.
Luk zrobił zdziwioną minę:
– Przerzucamy się z blogowania na rolnictwo? Będziemy karmić krówki?
– Ty debilu, czemu tak właściwie jesteś Naczelnym?
– Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę opowiedzieć ci co nieco o teorii ewolucji. Otóż widzisz, gatunki wraz kolejnymi pokoleniami nabywają…
– Jesteś dowcipny jak paczka gwoździ. Ruszaj się, mamy tylko kilka godzin

Kilka godzin później

– Zebraliśmy się tu, by omówić kilka ważnych kwestii – tymi słowy PaszavonPomiot rozpoczął zebranie.
– A więc to taka Pasza – konfidencjonalnie szepnął Luk w zasadzie do nikogo.
– Dołączyłem niedawno i powiem Wam, że po tym czego dowiedziałem się od Wilka, zadaję sobie jedno pytanie: jak do cholery to wszystko działało sprawnie przez dwa lata?!
WujekSarge nieśmiało podniósł rękę:
– No właśnie nie działało. Dlatego się posypało.
– Mniejsza o to – ciągnął Pasza. – Idzie nowe. Czy wiecie co to Kanban?
Luk cały się rozpromienił i już miał prezentować pozostałym wiedzę nabytą na studiach, gdy poczuł kopnięcie pod stołem. Spojrzał w kierunku ataku – Voolf z miną niewiniątka obserwował Paszę i słuchał jego wywodów.
– … i bierzecie taką kartkę i zapisujecie na niej zadanie, a gdy je wykonacie, przesuwacie w to miejsce – zaprezentował przedmioty, które wcześniej przytachał Wilk.
– Możecie też sami brać kartki i zapisywać na nich własne pomysły, a następnie umieszczać tutaj…
Naczelny uśmiechnął się pod nosem. Voolf, widząc ten uśmiech przeżegnał się skrycie, gdyż wiedział, że nie wróży to nic dobrego.

Minęły trzy dni. Nowy system organizacji pracy przyjął się całkiem dobrze, po raz pierwszy od dwóch lat każdy wiedział co ma robić. I dodatkowo to robił. Jednym słowem cud.
Na zegarku wybiła godzina dwunasta w południe.
– Fajrant! – krzyknął WujekSarge. Nikt w Redakcji nie lubił się przepracowywać, dlatego też kończyli tak wcześnie. Lubili się też wyspać, więc zaczynali pracę o 10:30
– Luku, Ty zostajesz? – zapytał Ded, widząc Naczelnego siedzącego przy komputerze. Wyglądało na to, że trafił mu się wyjątkowo trudnu pasjans do ułożenia.
– Tak, tak, tylko dokończę. Dogonię Was.
– Dobra, to do później.
Luk, gdyby potrafił, roześmiałby się diabolicznie tuż po zamknięciu drzwi. Ale nie dysponując taką umiejętnością jedynie wydał z siebie dziwne charknięcie i po chwili rozkaszlał się na całego.

Gdy następnego dnia ekipa przyszła do biura, zastała widok, który śnił im się w koszmarach jeszcze wiele nocy później: całe biuro, od podłogi do sufitu zaklejone było żółtymi karteczkami samoprzylepnymi. A warto zaznaczyć, że redakcja urzędowała w przedwojennej kamienicy, więc do sufitu były prawie trzy metry. Oklejone zostały też wszystkie meble i przedmioty, nawet spinacze. Każdy miał własną kartkę.
– Matko bosko, co on najlepszego narobił – Deathbringer przeżegnał się zamaszyście jak w cerkwi.
– Pomogłem! – rozległ się krzyk, a po chwili jeden z oklejonych kształtów, którzy wszyscy wzięli za dużą szafę poruszył się. Kilka karteczek opadło i rozpoznali Luka.
– Zapisałem wszystkie pomysły i zadania. Teraz ruszymy z kopyta. Tylko miejsca mi trochę brakowało – zasepił się.
Wilk spojrzał na przyjaciela nieprzytomnym wzrokiem.
– Aha, Voolf, zapomniałbym. W papierniczym zapłaciłem Twoją kartą, zostawiłeś wczoraj na biurku. Masz fakturę – wyciągnął papier w jego stronę.
Na szczęście, gruba warstwa karteczek rozłożona na podłodze zamortyzowała upadek przerażonego Wilka.

luk_zloty

Zajmuje się pisaniem artykułów gdy ma na to ochotę, czyli bardzo rzadko. Poza tym jest tłumaczem j. angielskiego, choć nie odróżnia "past continous" od "present perfect" oraz tłumaczem j. rosyjskiego, ponieważ uczył się go przez jeden semestr na studiach. Redakcyjny błazen.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij