Powrót

Korytarz niósł głuche echo kroków naczelnego. Gdyby ktoś go mijał, zauważyłby szeroką bruzdę na czole. Nie było go cały dzień, wyobraźnia podsuwała najgorsze scenariusze.
Bezwiednie nacisnął klamkę:
– Przepraszam, pomyłka… – wydusił cofając się pośpiesznie z pomieszczenia. Jak to możliwe, że pomylił pokoje? Szybki rzut oka na tabliczkę rozwiał wątpliwości. To BYŁ ich pokój.
Naczelny naprężył się. Wykonał szybki wydech, znak krzyża i złapał za klamkę.
– Co tu się kurna… – przerwał, ponieważ nie zwykł krzyczeć w pustkę.
Nagle zza kanapy wyłonił się Zoisyte:
– Luk! Luki Luku Luk! Jak dobrze cię widzieć!
– Wytłumaczysz mi co się tu dzieje?
– Ale, że co?
– A chociażby to! – Naczelny wskazał ręką na ściany obwieszone plakatami panienek z anime.
– Sai się nudził.
– A gdzie on teraz jest?
– Zakuwa – wzruszył ramionami Zoi. – Słuchaj Luku…
– A to? – wskazał ręką na graffiti, pokrywające część plakatów. – „Hińzgie bajgi” ? To Wujek?
– Chyba tak. Hmm, myślałem, że to jest do góry nogami… – wymruczał do siebie Zoisyte.
– A gdzie on teraz jest?! – twarz Naczelnego czerwieniała z każdą chwilą. Jakby na zawołanie, szafa otworzyła się, a na ziemię upadł z hukiem WujekSarge. Po chwili ciszy jaka zapadła, do uszu rozmówców dobiegło ciche chrapanie.
Spojrzeli na siebie. Zoi zamrugał:
– Słuchaj Luku…
– Nie teraz. Gdzie Voolf?
– Dalej myśli nad nazwą dla następnego eventu – padła odpowiedź.
– Przecież on nie zna angielskiego!
Gdzieś zza ściany dobiegł ich stłumiony głos majaczącego Voolfa:
– Series of Masters Elite… Squad of Mighty Enemies…
Obaj uczcili wysiłki kolegi minutą ciszy.
– Ded? – zapytał w końcu Luk.
– Ded’s dead – sparafrazował pewien film Zoisyte.
– Sebastor?
– A tam – wskazał bliżej nieokreslony kształt przy jednym z biurek, które Naczelny wziął wcześniej za stertę brudnych ciuchów. – Gonił XDMR-a.
– A co z Trutką?
– A kto to Trutka?
– No tak – zafrapował się Luk. – Odkąd z nami jesteś nawet go nie miałeś okazji spotkać… W ogóle czemu podłoga się lepi?
– Nie rozumiem pytania. Przecież tu tak zawsze…
Luk rozejrzał się. Puszki po energetykach, opakowania po chipsach jak i same chipsy były rozsypane równomiernie po całym pomieszczeniu. Szybkie spojrzenie w prawo – na aneks kuchenny – cywilizacja, która wyewoluowała w zlewie zabierała się za kolonizację kredensu.
Odetchnął z ulgą. Przynajmniej to się nie zmieniło.
– Słuchaj Luk! Mam pomysł.
Naczelny zwrócił zmęczone spojrzenie na Zoi.
– Tak?
– Napisałem artykuł! – Zoisyte był wyraźnie podekscytowany. – Japońskie klimaty!
Luk rzucił okiem na plakaty i Wujkowe grafitti. Przeszły go dreszcze.
– Type 90? – strzelił z nadzieją w głosie.
– Nie, Akira Kurosawa – Zoisyte przepełniała duma.
– Hm… A masz coś innego?
– Recenzję „Zaginionej floty”.
– A coś bardziej w temacie czołgów?
– A mam mieć? – zapytał.
Luk w milczeniu podszedł do biurka. Zgarnął sebastora na podłogę. Ten zachrapał do wtóru z Wujkiem.
Usiadł. Przeciągnął się. Kości zatrzeszczały. Otworzył edytor tekstowy i założył słuchawki.

Wrócił do domu.

luk_zloty

Zajmuje się pisaniem artykułów gdy ma na to ochotę, czyli bardzo rzadko. Poza tym jest tłumaczem j. angielskiego, choć nie odróżnia "past continous" od "present perfect" oraz tłumaczem j. rosyjskiego, ponieważ uczył się go przez jeden semestr na studiach. Redakcyjny błazen.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij