The War Game – część trzecia

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Po raz kolejny komputer losował bataliony, teraz Robert, Adam i Tomas byli w czerwonym batalionie, a Mark w niebieskim, więc można było założyć z góry że wygrają. Oba bataliony miały ponownie identyczny zestaw maszyn, pechowo dla niebieskich a szczęśliwie dla ich przeciwników dowodzenie batalionu otrzymał Karim, dowódca który nie wykazywał się zbyt dobrym zmysłem taktycznym. Dowodzenie czerwonymi otrzymał Robert, uzgodnił swój pomysł z bratem i kolegą, razem wymyślili pułapkę na przeciwników. Postanowił utworzyć dwa skrzydła: jedno złożone z trzech Hammerów i trzech Valkyrii oraz jednego Dragona, w drugim były pozostałe Dragony i jedna Valkyria. Chodziło o to, żeby pozwolić przeciwnikowi ruszyć na słabsze skrzydło, ale zanim doszłoby do konfrontacji to Dragony zaskoczyłyby przeciwnika natarciem z boku. Robert ustawił Hammery w kierunku, w którym powinien pojawić się przeciwnik i wysłał jedną Valkyrię z Banshee, aby ta wypatrywała nadciągający wrogi batalion. W jednym z Hammerów siedziała drużyna Adama i to jemu powierzył pieczę nad tym skrzydłem batalionu. Sam poprowadził Dragony, by schować je w  niedalekim parowie, wysłał drugą Valkyrię na szpicę, gdyby została wykryta, miała natychmiast uciekać w stronę Hammerów. Robert liczył, że przyciągnie na tyle uwagę przeciwnika, że ten skieruje się zwartą grupą w kierunku jego „wabika”. Efekt przeszedł nawet ich oczekiwania, niezbyt rozgarnięty dowódca przeciwników wprowadził batalion prosto w zastawioną pułapkę. Karim rzucił się Hammery, które zaczęły razić ogniem nacierającego przeciwnika, niebiescy zdążyli wyeliminować tylko jednego niszczyciela, kiedy spadło im na plecy skrzydło Dragonów. W starciu przeważył element zaskoczenia i drużyna Roberta wygrała 15:9.

Robert wydostał się z kokonu i spojrzał na punktację ogólną, byli na drugi miejscu, Tomas był pierwszy, Adam trzeci, a Mark spadł aż na piąte. Właśnie ten ostatni mijał Roberta i nie miał zbyt szczęśliwej miny. Podobno Mark miał dogadany układ ze sponsorem, ale musiał zająć pierwsze miejsce w eliminacjach, a kiedy w grę zaczynają wchodzić pieniądze, to kończy się zabawa. Robert podchodził do rozgrywki zupełnie inaczej, dla niego była to w dalszym ciągu czysta przyjemność, jeżeli udałoby mu się dostać do turnieju finałowego to to byłoby dla niego wystarczające, nie chciał już nic więcej. Wtedy mógłby spokojnie zakończyć karierę gracza i zając się pracą. Chciał się też oświadczyć Milenie, małe pudełko z pierścionkiem czekało ukryte w szafce w domu. Ale pora teraz na losowanie nowych składów i Robert powrócił z rozmyślań o przyszłości do chwili obecnej.

 


Rozdział drugi – Tarcia

Tym bardziej, że kolejna rozgrywka nie zapowiadała się zbyt ciekawie. Komputer wylosował dopiero połowę batalionów, drużyna Roberta była w niebieskim, ale po przeciwnej stronie był już Adam, Tomas i Mark. Choć w  niebieskim batalionie pojawiło się kilka niezłych drużyn to tym razem rozgrywka mogła się zakończyć wynikiem mocno niekorzystnym dla Roberta. Robert, Cat, Pietro i Tanaka stali razem kiedy komputer rozpoczął losowanie pojazdów, Robert spojrzał na Pietra, który wzruszył ramionami.

– Nie zawsze musimy mieć farta, teraz chyba dostaniemy lanie – powiedział Pietro.

Robert nie patrzył akurat w stronę ekranu, więc gdy usłyszał jęk zawodu u części graczy i okrzyk radości u innych, momentalnie odwrócił się i spojrzał. Niebieski batalion dostał Tarantulę, no to była naprawdę niespodzianka. Już dawno nie widział takiego losowania w którym by się właśnie Spider pojawił.

– Jednak tam na górze ktoś za nas trzyma kciuki – dorzucił Pietro.

Czyli była jeszcze nadzieja na dobry wynik, ważne kto będzie kierował Spiderem i kto dostanie dowodzenie batalionem. Po chwili wszystko było już jasne, dowódcą batalionu Roberta był całkiem niezły gracz Stephen, a Tarantulę dostał Robert. Ta ostatnia informacja wywołała poruszenie, zarówno wśród graczy jak i widzów, wszyscy wiedzieli jak dobrym snajperem jest Tanaka, w jego rękach Spider mógł być bardzo, ale to bardzo niebezpiecznym pojazdem.

– Marksman, Marksman, Marksman – zaczęli skanować kibice, szczególnie grupka fanów drużyny Roberta.

Tanaka uśmiechnął się do przyjaciół.

– Pora na łowy, moi drodzy – stwierdził spokojnym głosem.

– No, ostatni raz to było to jakoś tak ponad rok temu, jak kierowałem tym potworem – dorzucił uradowany Pietro.

Kiedy wsiadali do kokonów, Robert zauważył Marka, który mu się bacznie przyglądał. Mark dostał Valkyrię i Robert był pewien że to jego pojazd będzie głównym celem Marka, będzie chciał się pozbyć zagrożenia jak najszybciej.

– Musimy uważać, Mark ma nas na celowniku – przekazał już w myślach swojej drużynie.

– Stephen, daj mi obstawę, mam pomysł – przekazał do dowódcy.

– Dostaniesz dwie Valkyrie, Banshee i dwa Dragony. Co wymyśliłeś? – odpowiedź nadeszła od razu.

Stephen wiedział, że Robert miał lepsze pomysły jeżeli chodzi o dowodzenie, więc z uwagą wysłuchał szybkiego streszczenia taktyki, którą wymyślił Robert. Szybko wymienili uwagi, po czym przekazał rozkazy pozostałym drużynom i bitwa się rozpoczęła. Plan był prosty i zupełnie niepodobny do zwyczajowego sposobu gry Roberta, chciał ruszyć ze swoim oddziałem prosto na przeciwnika, umieścił Valkyrie na skrzydłach a Dragony jechały w rzędzie z pojazdem Roberta. Chodziło o to, żeby przeciwnik zauważył na początku Spidera, Robert liczył na to że motywacja do wygranej spowoduje, że przeciwnicy rzucą się na niego. Tymczasem, pozostałe drużyny pod wodzą Stephena miały oskrzydlić wroga, mieli nadzieję że Spider na tyle odwróci uwagę oponentów że uda im się ich zaskoczyć. Valkyrią z dronem, która wspierała oddział Roberta, dowodził Zheng, drugą prowadził Mike. Cat przekazała, że ten pierwszy właśnie zameldował, że wykrył dwie wrogie Valkyrie i drona.

– Przekaż im, żeby spróbowali zdjąć tego drona, zanim mnie zobaczy – polecił w myślach Robert.

Nie było to jednak takie proste, widać było że obaj dowódcy wrogich Valkyrii są dobrymi graczami, a gdy udało się w pełni zidentyfikować pojazdy, to okazało się że jedną z nich prowadzi Mark. Kiedy w końcu pojazdy zbliżyły się na tyle, że przeciwnicy zidentyfikowali pojazdy z oddziału Roberta, jedna z wrogich Valkyrii zaczęła uciekać, zabierając ze sobą drona. To był błąd, widać dowódca wystraszył się wizji walki z Tarantulą. Ale druga zaczęła zbliżać się do nich, klucząc i wykorzystując nierówności terenu. Robert, bez spoglądania na ekran komputera, wiedział że to Mark. Tylko on byłby w stanie zaatakować dwa Dragony i pojazd Roberta, no i na dodatek byłby w stanie narobić im problemów i wstrzymać ich atak do czasu przybycia reszty batalionu. Ale Mark na pewno zdawał sobie sprawę, że Robert ma do dyspozycji Tanakę i szaleńca Pietro. Ten drugi starał się właśnie ustawiać pojazd przodem w kierunku nacierającego przeciwnika, a Tanaka śledził uważnie cel. Nagle stało się coś niespodziewanego, Mark zbyt skupiony na Spiderze zbliżył zbyt bardzo do jednej z Valkyrii Roberta, ta oddała strzał i Robert usłyszał w myślach okrzyk radości Cat:

– Meldują że wyłączyli kierowcę.

– Teraz – po ułamku sekundy przekazał Pietro.

– Mam go – odpowiedział Tanaka

I padł strzał. Od momentu wyłączenia kierowcy minęły zaledwie dwie sekundy i pojazd Marka dosięgła salwa z potężnego działa Tarantuli, to był mistrzowski pokaz kierowania i strzelania w wykonaniu duetu Pietro-Tanaka. Valkyria Marka została wyłączona z gry. Robert dosłownie zamarł na chwilę z wrażenia, a gdyby nie to, że aktywny kokon wygłuszał odgłosy z zewnątrz, usłyszałby okrzyki radości i huk oklasków dochodzący z trybun. Powtórka tej akcji pewnie trafi do spotów reklamowych ICA, pomyślał Robert i przekazał do przyjaciół:

– Dzięki, to było coś pięknego. Mark będzie wściekły.

Bitwa jednak się nie skończyła, pozostało jeszcze czternastu przeciwników, a kilku z nich było naprawdę groźnych. Właśnie pojawili się na ekranie taktycznym, pędząc w kierunku oddziału Roberta. Rozpoczęła się prawdziwa bitwa, po chwili dołączyła też reszta batalionu, prowadzona przez Stephena. Trwała wyrównana walka, a Pietro i Tanaka dawali taki pokaz umiejętności, że kibice co chwila wznosili okrzyki radości, albo przerażenia. Pojazd za pojazd, nikt się nie cofał, a wszyscy przeciwnicy starali się nie wchodzić w drogę Robertowi. Było 1:1, za chwilę 3:3, potem na chwilę batalion Stephena zyskał przewagę, niszcząc Dragona i Hammera zmieniając stan rozgrywki na 5:3. Ale po drugiej stronie wciąż byli jeszcze Adam i Tomas i po kilku minutach było już 8:8, Tanaka zdmuchnął jednego Dragona, a Adam i jeszcze jeden gracz z jego batalionu dopadli Hammera, który na chwilę został bez obstawy. I znowu remis, w dzisiejszych eliminacjach była to pierwsza tak wyrównana i zażarta bitwa. W końcu i Spider padł ofiarą przeciwników, zanim to się jednak stało Robert za sprawą Tanaki zaliczył trzy zniszczenia i cztery asysty. Jeszcze kilka minut i wygrali czerwoni, pokonując niebieskich 15:14. Kiedy otworzyły się kokony Robert uściskał Tanakę, a po chwili ściskał rękę szczęśliwego Stephena.

– Dzięki stary, to było coś. Myślałem, że nas rozniosą – krzyknął uradowany – Spójrz na ekran, ciągle puszczają powtórkę tego strzału.

Ledwie zdążył to powiedzieć, a Robert zobaczył zmierzającego w jego stronę Marka, który wyglądał na naprawdę wściekłego. Jednak, zanim zbliżył się do Roberta, drogę zastąpił mu Pietro. Mark spojrzał w oczy dwumetrowego, rosyjskiego niedźwiedzia i chyba zrezygnował z tego co zamierzał uczynić.

– To był fart – syknął przez zęby, a potem odwrócił się i odszedł.

Robert przytulił Cat, Pietro miażdżył w uścisku biednego Tanakę, a prawie wszyscy bili im brawo, Adam i Tomas ze swoimi drużynami podeszli pogratulować, choć to nie batalion Roberta wygrał rozgrywkę. Ale w tym momencie liczył się tylko pokaz rosyjsko-japońskiej precyzji i wszystkim udzieliły się pozytywne emocje, więc kierownik Centrum zarządził piętnastominutową przerwę. Sam też po chwili podszedł do Roberta i jego drużyny.

– To było naprawdę coś – powiedział, gratulując po kolei każdemu – ktoś chce z Wami porozmawiać. Chodźcie ze mną.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Zoisyte

Maniak filmowy i mól książkowy. Urodzony optymista. Pisze dla samego pisania, bo i tak tego nikt nie czyta. Mógłby być ojcem większości redaktorów w GS, więc czeka już na emeryturę. Wskutek wieku paskudnie złośliwy.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij