The War Game - początek | Gamestone

The War Game – początek

Prolog

Jest rok 2080.

Nie ma już wojen.

W 2021 roku doszło do kilku dramatycznych wydarzeń, które zapoczątkowały zmiany w myśleniu i postępowaniu ludzi. Dwa wielkie trzęsienia ziemi na Pacyfiku oraz w USA, a także wielka powódź w Europie doprowadziły do poważnych awarii kilku elektrowni atomowych w Japonii, Francji oraz w Stanach Zjednoczonych. Skutki tych wydarzeń odczuli ludzie nie tylko mieszkający w tych krajach, a prawie wszystkie kraje Europy, a także Rosja, Australia, Turcja, a nawet i Chiny, zgodnie niosły pomoc poszkodowanym. Supermocarstwa w końcu poszły po rozum do głowy i doprowadziły do redukcji zbrojeń, głównym celem było teraz bezpieczne pozyskiwanie energii, między innymi powstały pierwsze elektrownie zimnofuzyjne, które z czasem wyparły niebezpieczne elektrownie atomowe. Ludzkość nareszcie przestała być trucicielem własnej planety, a jednocześnie dzięki temu, że większe nakłady finansowe skierowano w rozwój nauki i techniki, dokonał się znaczny postęp we wszystkich dziedzinach życia. Pod wpływem ONZ doszło do zacieśnienia współpracy wielu narodów i z czasem utworzono Federację Ziemi, która zrzeszyła prawie wszystkie państwa. Rozpoczęła się wielka eksploracja kosmosu, rozwój napędów Em-Drive doprowadził do tego, że na Księżycu została założona najpierw kolonia, a z czasem powstały ogromne miasta. Kolejnym celem był Mars, dalszy rozwój napędów spowodował, że dotarcie na Czerwoną Planetę zajmowało statkom tylko 40 dni.

Nie ma konfliktów.

No może poza jednym, bo jest The War Game.

Na początku dwudziestego pierwszego wieku świat gier komputerowych zaczęły opanowywać gry MMO o charakterze bitew pancernych. Zainteresowanie rozrywką tego typu rosło, początkowo kilku producentów tworzyło gry, w których gracze toczyli pojedynki za pomocą czołgów, statków, czy samolotów. Jednak po kilkunastu latach walki na rynku doszło do fuzji firm tworzących gry, które skupiały najwięcej graczy i tak narodziła się korporacja Iron Cannon Alliance. ICA zdominowała rynek i już po kilku latach ich produkt był jedyną grą, w którą warto było grać. Ciągle udoskonalana gra skupiała coraz większe rzesze fanów, powstawały ligi i międzynarodowe turnieje, doszło w końcu do tego, że ilość graczy przekroczyła miliard. ICA nie pozostawała dłużna swoim fanom, sponsorowała każdy turniej i promowała najlepszych graczy.

W roku 2050 rozpoczęła się kolonizacja Marsa, a już dwa lata później świat obiegła informacja o gigantycznej inwestycji ICA na tej planecie. Pierwsze informacje, które wyciekły do Internetu były dosyć skąpe, pojawiały się pogłoski o dziwnych maszynach, o budowie ogromnych kompleksów zajmujących powierzchnię kilkunastu kilometrów kwadratowych. Minęło kilka lat, pogłosek i wycieków przybywało, jednak nie było żadnych oficjalnych informacji ze strony ICA, jedyną odpowiedzią było zawsze : „poczekajcie na dziesięciolecie kolonizacji Marsa”.

Aż nadszedł rok 2060 i ICA zaprezentowała światu swój nowy produkt – The War Game. Na Ziemi przygotowano nowoczesne Centra, w których gracze mogli pojedynkować się w specjalnie przygotowanych symulatorach. Dla najlepszych graczy zorganizowano rozgrywki, w których czteroosobowe zespoły graczy sterowały specjalnymi pojazdami, tocząc bitwy na przygotowanych do tego arenach na Marsie.


Rozdział pierwszy – Eliminacje

Dźwięk budzika wyrwał Roberta z głębokiego snu, spojrzał na przedramię i podskórny wyświetlacz inteligentny. Wskazywał 7:00, była sobota, piękny i słoneczny lipcowy dzień, a skoro sobota to nie musiał się nigdzie śpieszyć i postanowił jeszcze na chwilę zamknąć oczy. Poduszka, która trafiła go w głowę, spowodowała natychmiastowe otrzeźwienie, senność minęła bezpowrotnie. W otwartych drzwiach pokoju stał jego brat Adam.

– Wstawaj śpiochu, zapomniałeś że dziś dzień eliminacji? – przypomniał.

– Nie śpię, już się zbieram – odpowiedział, wstając.

Ruszył w stronę łazienki, zimny prysznic pomógł mu się rozruszać. Kiedy się golił z lustra spoglądała na niego wesoła twarz bruneta o szarostalowych oczach. Szybko zjedli śniadanie, Robert rzucił bratu jego identyfikator, przypiął sobie swój i wyruszyli do Centrum ICA. Budynek był widoczny z daleka, wielki hologram z logiem korporacji unosił się kilka metrów nad jego dachem, więc nie dało się go przeoczyć. Przy wejściu zebrała się już spora grupa graczy, którzy oczekiwali na otwarcie Centrum. Bracia dołączyli do oczekujących, witając się ze znajomymi. Wyświetlacz na ręku Roberta pokazywał 8:30, za 30 minut otworzą, a za godzinę rozpoczną się rozgrywki.

– Cześć Rob – znajomy głos odezwał się za plecami Roberta, to była Milena, jego dziewczyna.

– Cześć Cat – odpowiedział odwracając się, obejmując ją i całując w usta.

„Cat” był pseudonimem Mileny, Robertowi bardziej się podobał niż jej imię, więc zawsze zwracał się do niej w ten sposób. Stali tak chwilę, przytuleni, kiedy poczuli ręce, które usiłowały ich rozdzielić.

– Nie przy ludziach, nie przy ludziach – Adam śmiejąc się, wydobył Cat z objęć Roberta.

– Hej Dust – Cat ucałowała policzek Adama – Wiesz, że i tak wolę Twojego brata.

– No cóż, pozostanie mi los szwagra – odpowiedział wesoło Adam.

Cat była kobietą średniego wzrostu, o dość sporym biuście i szerokich biodrach. To co wyróżniało ją z tłumu, to fioletowe włosy, bo Cat kochała fiolet, nie tylko w elementach ubrania, stąd i pomysł farbowania włosów. Robert był w niej bardzo zakochany, a Cat równie mocno odwzajemniała to uczucie, większość czasu spędzali razem, więc gdy postanowił zgłosić drużynę do turnieju, Cat została jego radiooperatorką. W drużynie Roberta był też Pietro „CrazyD”, szalony kierowca oraz obdarzony niesamowitym refleksem i intuicją strzelec – Tanaka „Marksman”. Właśnie ta dwójka zbliżała się, rozmawiając i jadąc autochodnikiem od strony metra. Pietro był ponad dwumetrowym olbrzymem o blond włosach i niebieskich oczach, Tanaka, niewysoki brunet,  przy nim wyglądał jak dziecko, a jedynie spojrzenie przenikliwych brązowych oczu wskazywało, że ich posiadacz jest osobą niezwykłą i obdarzoną nietuzinkową inteligencją. Z daleka było słychać głos Pietra, który z zapałem, wymachując długimi rękoma, tłumaczył coś koledze. Gdy zbliżyli się do przyjaciół, Pietro złapał rękami w pasie Cat i bez wysiłku uniósł ją wysoko w powietrze. „Ofiara” zaczęła się śmiać, Robert roześmiał się także, tak się witał Pietro ze swoją przyjaciółką i on nauczył się już na to nie reagować złością, ta dwójka znała się od wielu lat.

– Hej, mój Fiolecie –  Pietro odezwał się głębokim barytonem.

– Puść mnie, wariacie. Ludzie patrzą – pisnęła roześmiana Cat.

Po chwili stała na ziemi, obok Roberta i Tanaki.

– Cześć Zoi – Pietro wyciągnął rękę do Roberta.

Zoisyte” był pseudonimem Roberta, a Pietro zawsze używał tego dziwnego zdrobnienia. Ręka Roberta znikła w wielkiej łapie Pietra, a przy potrząśnięciu jak zwykle miał wrażenie, że dostał poważnego wstrząsu mózgu. Ot i cały Pietro.

– Witaj Robert-san, witaj Milena-san, witaj Adam-san – Tanaka jak zwykle, przywitał się zgodnie ze swoim zwyczajem.

– Witaj Tanaka-san – Robert uścisnął dłoń przyjaciela.

Robert i Tanaka znali się jeszcze ze studiów, obaj ukończyli ten sam kierunek – inżynierię lotniczą, byli pasjonatami statków kosmicznych. Zawsze nierozłączni, stanowili niezwykły duet, a gdy zaczęli grać razem, rozumieli się bez słów, byli jak jeden umysł o dwóch ciałach. Robert namówił Cat, a ona przyciągnęła Pietra i tak doszło do skompletowania „Wściekłego Kota”, drużyny nazwanej tak na cześć Cat. Pomysłodawcą takiej nazwy mógł być oczywiście tylko jeden człowiek – Pietro.

– Witaj Tanaka-san – odpowiedział również Adam – Jak widzisz, ja jeszcze czekam na swoją drużynę.

– Dziś jest nasz dzień, Zoi. Tłumaczyłem właśnie Marksmanowi po drodze, dziś musi się nam udać, mamy dobre losowanie – gaduła Pietro znów rozpoczął swój wywód – Czuję to, dostaniemy się do finałowej czwórki i polecimy na Marsa.

Dostać się do finałów The War Game, to było marzenie każdego zespołu. W dzisiejszych eliminacjach weźmie udział trzydzieści najlepszych drużyn, wybranych na podstawie rankingu, który podliczał półroczne osiągnięcia każdej drużyny, cztery najlepsze drużyny wystartują w finałach. Robert wiedział, że jego drużyna jest dobra i mają duże szanse. Byli na trzecim miejscu w ostatnim rankingu. Był tylko jeden mały problem po drodze, ponieważ drużyna Adama, która zajęła czwarte miejsce w rankingu, również brała udział w eliminacjach, mogli się spotkać w losowaniu par ćwierćfinałowych. A wtedy tylko jeden z nich poleci na Marsa, choć obaj mieli świetne zespoły, to wiedział że da wygrać bratu.

 


Niniejszy wstęp pochodzi z mojej książki, która opowiada o graczach, ich przygodach i wzajemnych relacjach, oraz o samej grze. Jeżeli bylibyście zainteresowani, książka ukaże się w odcinkach na naszej stronie.

Czekam na Wasze komentarze.

Zoisyte

Maniak filmowy i mól książkowy. Urodzony optymista. Pisze dla samego pisania, bo i tak tego nikt nie czyta. Mógłby być ojcem większości redaktorów w GS, więc czeka już na emeryturę. Wskutek wieku paskudnie złośliwy.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij