Wiedźmin – w końcu się doczekaliśmy?

Wczoraj rano (zanim jeszcze pojawiła się oficjalna informacja) zaczepił mnie kumpel, rzucając pytanie:

– Słyszałeś? Netflix będzie robił Wiedźmina.

– Taaa, akurat. Prędzej mi tu kaktus…

No i teraz siedzę, i tego kaktusa podlewam 🙂

Szczerze mówię, tego się nie spodziewałem. Przecież Tomek Bagiński niejednokrotnie próbował i jakoś nic z tego nie wychodziło. A tu nagle wczoraj wybucha taka bomba. Nie dość że będzie serial, to jeszcze robiony przez Netflixa, a jak wiadomo to najmocniejszy gracz na rynku platform cyfrowych i skoro oni biorą się za ten temat, to raczej na poważnie.

Może wyjaśnię młodszym czytelnikom i osobom niezaznajomionym z tematem, o co tak naprawdę tyle szumu i skąd nagle taka histeria na FB i w portalach informacyjnych 🙂

Otóż, pisarz Andrzej Sapkowski napisał pierwsze opowiadanie o Geralcie już w 1986 roku i ukazało się ono w miesięczniku „Fantastyka„. No i potem poszło, kolejne opowiadania, komiksy a w końcu książki i w szybkim tempie Geralt stał się jednym z najbardziej znanych bohaterów literackich w kraju. Wkrótce świat wykreowany przez p. Andrzeja miał zostać przeniesiony na duży ekran, zaplanowano serial i film o przygodach Wiedźmina. Wszyscy fani czekali z nadzieją w sercach, gotowi szturmem zdobywać kina, żeby tylko zobaczyć przygody swojego ulubieńca. I nawet to, że Geralta miał zagrać Michał Żebrowski (co zresztą wywołało ogromną falę hejtu) nikogo nie zraziło. I w tym miejscu pozostaje postawić pytanie – czy mając taki materiał i wsparcie samego autora, można było coś spieprzyć?

Ano, można było i zrobiono to koncertowo. Co z tego, że ludzie oglądali film, nawet niżej podpisany obejrzał go ze dwa razy? Wszyscy, którzy widzieli twór reżysera Marka Brodzkiego chcieli jak najszybciej o nim zapomnieć. Film był nielogiczny i źle zmontowany, a swoją jakością daleko odbiegał od poziomu, do jakiego przyzwyczaił nas w swoich książkach Andrzej Sapkowski. Fabuła „Wiedźmina” była kompilacją wątków wyciętych z kilku różnych opowiadań, m.in.: „Mniejszego zła”, „Kwestii ceny”, „Granicy możliwości”, a motywem spinającym je miał być wątek Geralta i Ciri. Ci, którzy nie czytali książek i opowiadań, w ogóle nie wiedzieli o co w filmie chodzi. Twórca scenariusza Michał Szczerbic, wycofał swoje nazwisko z czołówki filmu, a to chyba o czymś świadczy, co nie? Oglądając film, nie dało się nie odczuć wrażenia, jakoby jego twórcy wybrali kilkadziesiąt scen z materiału, który nakręcono na potrzeby serialu i zmontowali z tego film kinowy tylko po to, żeby z naszych kieszeni wyciągnąć jeszcze parę złotych. Gwoździem do trumny były efekty specjalne, mnie do tej pory tkwi w pamięci jedna scena:

No normalnie płakać się chciało.

Potem był serial, który chociaż fabułą bronił się jako tako. Niestety, również tutaj Michał Szczerbic potrafił odpłynąć w swoich fantazjach bardzo daleko od oryginalnych opowiadań, tworząc nawet odcinki, które w żaden sposób nie nawiązywały do tego co stworzył Andrzej Sapkowski. No i dalej nie było to to, na co liczyli fani Wiedźmina. Film ich pobił i okaleczył, a serial dosłownie dobił. Zabrakło Tomka Bagińskiego 😉 Ale jedno muszę przyznać, podobał mi się Michał Żebrowski jako Geralt, naprawdę :).

Kolejna bomba wybuchła w 2006 roku za sprawą firm CD Projekt i Atari, otóż pokazały one zapowiedź gry – The Witcher. I to był dopiero plaster na okaleczone serca fanów, gra ukazała się rok później i z miejsca odniosła wielki sukces komercyjny, pomimo że projekt nie miał wsparcia samego pisarza. Do czerwca 2011 roku CDP sprzedał 2 miliony egzemplarzy. Tu warto wspomnieć o jednej ciekawostce, fani mieli za złe twórcom gry, że postać Geralta nie przypomina Michała Żebrowskiego 🙂 Tak bardzo zapadła im w pamięci kreacja stworzona przez p. Michała. Gra doczekała się wersji rozszerzonej, która okazała się w 2008 roku, a następnie w 2011 roku pojawiła się część druga – „Zabójcy Królów„. Cztery lata później gracze otrzymali ostatnią, zamykającą trylogię część pod tytułem „Dziki Gon„. Każda z części odniosła ogromny sukces, nie tylko u nas w kraju ale i na całym świecie. Geralt stał się bohaterem na tyle rozpoznawalnym, że rozbudziło to ponownie nadzieję w sercach fanów, może w końcu zainteresowałaby się tematem jakaś zagraniczna wytwórnia filmowa i powstałby choćby jeden film? Wszyscy czekali i marzyli

No więc teraz rozumiecie, jakim wielkim szokiem był news z wczoraj. Będzie, w końcu będzie!!! I to serial, za który bierze się sam Netflix!!! A co najważniejsze, do współpracy zaproszono samego autora, a także Tomasza Bagińskiego i Jarka Sawko (chyba nie muszę ich przedstawiać, co?). Pojawiły się też nazwiska Sean’a Daniela i Jason’a Browna, ludzi odpowiedzialnych za The Expanse – jeden z najlepszych seriali SciFi tworzonych przez Netflixa. Jak widać sama ekipa twórców powinna zapewnić wielki sukces serialu 🙂 Pozostaje zadać sobie tylko jedno pytanie, pytanie które od wczoraj rozpala wyobraźnię fanów na całym świecie. Kto zagra w serialu? Kto będzie Geraltem? Dyskusja się rozpoczęła 🙂

Dla mnie osobiście wybór jest tylko jeden – Mads Mikkelsen.

A Wy co o tym sądzicie? Kogo obsadzilibyście w serialu i w jakich rolach?

Czekam na Wasze komentarze.

Zoisyte

Maniak filmowy i mól książkowy. Urodzony optymista. Pisze dla samego pisania, bo i tak tego nikt nie czyta. Mógłby być ojcem większości redaktorów w GS, więc czeka już na emeryturę. Wskutek wieku paskudnie złośliwy.

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików "cookie" lub inny sposób lokalnego przechowywania informacji oraz na gromadzenie, udostępnianie i wykorzystywanie danych osobowych do personalizowania reklam i innych usług. więcej informacji

Aby zapewnić Ci najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij